Przejdź do głównej zawartości

Informacje

O mnie:

27-letni fotograf-amator, samouk. Rodowity Warszawiak. Uwielbiam psy, zwłaszcza te duże. W wolnej chwili poza fotografią chętnie pływam i jeżdżę rowerem. Lubię też podróżować i grać w gry komputerowe. Lubię być sobą, więc z reguły bywam dosyć głośny, wesoły i szczery. Potrafię jednak zachować powagę, gdy jest taka potrzeba. Lubią wyzwania i ryzyko - oczywiście od czasu do czasu. Uważam siebie za osobę pracowitą.

Prawa autorskie:

Wszystkie fotografie mojego autorstwa zamieszczone na blogu są na licencji Creative Commons (CC). Jeżeli zamierzasz wykorzystać wyżej wymienione materiały zapoznaj się z warunkami licencji (odnośnik także w stopce).

Projekty:

Oracza & Cypek - Brak oryginalności (Evolution Sail Remix) / nagranie ujęć


Oracza - Viperville / nagranie ujęć


Kontakt:

Jeśli masz jakieś pytania to pisz.
  • trzcinskirobert@gmail.com
Oferty reklamowe nie będą czytane i od razu będą oznaczane jako spam.

Sprzęt:

Aparat: Nikon 3100
Obiektywy: Nikkor 18-55 mm f/3.5-5.6, Nikkor 55-200 mm f/4 , Nikkor 50 mm f/1.8, Sigma 10-20 mm f/3,5
Lampa błyskowa: Metz Mecablitz 44 AF-1 Digital
Akcesoria dodatkowe: blenda, filtr polaryzacyjny, statyw

Profile:

Popularne posty z tego bloga

Kłodzka Góra

Jakiś czas temu pokazywałem na blogu Pragę Czeską. Po wycieczce do Czech miałem okazję odwiedzić Kłodzką Górę. Wtedy uświadomiłem sobie, że w górach byłem dawno temu, tak więc wyprawa na ten niezbyt wymagający szczyt cieszyła mnie. Przy okazji byłem we Wrocławiu, ale nie było czasu na eksplorację i robienie zdjęć. Wrocław był tylko przystankiem na nocleg.


Drugiego dnia mieliśmy spływ pontonem. Było całkiem sympatycznie. Zdjęć ze spływu nie posiadam - obawiałem się, że mój sprzęt ulegnie zamoczeniu, a tego bym nie chciał...

Zalew Zegrzyński

Zdjęcie czeka na publikację już od dawna. W sierpniu zeszłego roku wraz z kolegą wybraliśmy się na skromną wycieczkę rowerową nad Zegrze. Pogoda średnio dopisała - było pochmurno, ale nie padało. Nie brałem wtedy lustrzanki - zdjęcie zrobiłem telefonem. 

Pocztówki z Budapesztu

Ostatnio miałem urlop, a że jestem człowiekiem który nie lubi nudzić się siedząc w mieszkaniu, tak więc postanowiłem część swojego czasu wolnego wykorzystać na wyjazd za granicę. Rozważałem kilka wariantów i możliwości. Ostatecznie wypadło na Budapeszt
I muszę się przyznać, że pierwszy raz w życiu leciałem samolotem. Jako, że nie jestem miłośnikiem długich podróży pojazdami naziemnymi tak lot AirBusem był dosyć komfortowy i błyskawiczny (czułem się trochę jakbym się teleportował z Polski na Węgry).
Niestety Budapeszt dał odczuć, że jest się zupełnie w innym, obcym miejscu - język jest nielogiczny i niezrozumiały, oczywiście z punktu widzenia przybysza z innego kraju. Będąc w Pradze Czeskiej można było jak-tako dogadać się po Polsku, jeśli ktoś nie rozmawiał w języku Angielskim. Tutaj Angielski był jedyną nadzieją na wszelaką komunikację z mieszkańcami miasta. Co prawda słuchałem wcześniej trochę węgierskiej muzyki, co prawda tanecznej, ale wtedy ten język nie wydawał mi się tak cha…