Przejdź do głównej zawartości

"Zakaz pedałowania"

Taki znak na chodniku pokazał mi kolega. Na początku trochę nie wierzyłem, że taka wolność słowa może figurować na ulicy... A jednak!

Detal miejski - grafika zauważona przypadkowo na chodniku przy Rotundzie w Warszawie

Komentarze

  1. nono mocno i konkretnie!
    PS Mazury polecam - znajdzie sternika jakiegoś i wybierzcie się na żagle, ja się strasznie bałam, a było fantastycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. A no dość mocne. Po prostu "krótko, zwięźle i na temat". Nie zwracałem uwagi, bo ostatnio pod Rotundą i w okolicy teoretycznie nie bywam, a praktycznie bywam troszeczkę dalej i nie zwracałem uwagi czy te znaczki gdzieś jeszcze kryją się na chodniku. Są małe więc myślę, że występują z jakąś częstotliwością.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tych szlycznych znaczków jest w centrum mnóstwo, najczęściej jednak nie rzucają się w oczy, bo są np. na dole słupa czy latarni. No i w sumie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi takie obrazki w hurtowej ilości by jakoś bardzo nie przeszkadzały, ale de-facto "co za dużo, to nie zdrowo".

    OdpowiedzUsuń
  5. Do tego, co napisał Stolica i Okolica dodam, że nie rzucają się w oczy (niezależnie od tego czy to powstańcze, czy reklamowe, czy ordynarne jak ten na zdjęciu), bo większość ludzi ma chyba włączoną jakąś automatyczną blokadę i nie skupia uwagi na tych "dziełach".

    OdpowiedzUsuń
  6. Byle tylko dzieci nie pytały:"co to za znak?" :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm a to ciekawe! Nie spotkalam sie z takim znakiem i w ogole nie rozumiem czemu ma sluzyc?

    OdpowiedzUsuń
  8. nie toleruję pedalstwa!

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż się łezka w oku kręci z radości. Pozdrawiam narodowców :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kłodzka Góra

Jakiś czas temu pokazywałem na blogu Pragę Czeską. Po wycieczce do Czech miałem okazję odwiedzić Kłodzką Górę. Wtedy uświadomiłem sobie, że w górach byłem dawno temu, tak więc wyprawa na ten niezbyt wymagający szczyt cieszyła mnie. Przy okazji byłem we Wrocławiu, ale nie było czasu na eksplorację i robienie zdjęć. Wrocław był tylko przystankiem na nocleg.


Drugiego dnia mieliśmy spływ pontonem. Było całkiem sympatycznie. Zdjęć ze spływu nie posiadam - obawiałem się, że mój sprzęt ulegnie zamoczeniu, a tego bym nie chciał...

Zalew Zegrzyński

Zdjęcie czeka na publikację już od dawna. W sierpniu zeszłego roku wraz z kolegą wybraliśmy się na skromną wycieczkę rowerową nad Zegrze. Pogoda średnio dopisała - było pochmurno, ale nie padało. Nie brałem wtedy lustrzanki - zdjęcie zrobiłem telefonem. 

Pocztówki z Budapesztu

Ostatnio miałem urlop, a że jestem człowiekiem który nie lubi nudzić się siedząc w mieszkaniu, tak więc postanowiłem część swojego czasu wolnego wykorzystać na wyjazd za granicę. Rozważałem kilka wariantów i możliwości. Ostatecznie wypadło na Budapeszt
I muszę się przyznać, że pierwszy raz w życiu leciałem samolotem. Jako, że nie jestem miłośnikiem długich podróży pojazdami naziemnymi tak lot AirBusem był dosyć komfortowy i błyskawiczny (czułem się trochę jakbym się teleportował z Polski na Węgry).
Niestety Budapeszt dał odczuć, że jest się zupełnie w innym, obcym miejscu - język jest nielogiczny i niezrozumiały, oczywiście z punktu widzenia przybysza z innego kraju. Będąc w Pradze Czeskiej można było jak-tako dogadać się po Polsku, jeśli ktoś nie rozmawiał w języku Angielskim. Tutaj Angielski był jedyną nadzieją na wszelaką komunikację z mieszkańcami miasta. Co prawda słuchałem wcześniej trochę węgierskiej muzyki, co prawda tanecznej, ale wtedy ten język nie wydawał mi się tak cha…